Rodzina

Jak być… MAMĄ?

Jak być… MAMĄ?

autorem artykułu jest Katarzyna Bielska


Kiedy ma dwa lata i przestrasza go obca twarz, to ledwie przytuli się do Ciebie i już się nie boi. Kiedy ma siedem lat i pojawią się problemy w szkole, bo koleżanki są złośliwe a koledzy łobuzowaci, bo pani jest groźna (choć możliwe, że jest odwrotnie), Ty wtedy doradzisz, co robić i jeszcze dasz coś dobrego po obiedzie.



1134816_lets_go_walkJako nastolatek (nastolatka) nie ma, być może, zbytniej już ochoty na rozmowy z Tobą, ponieważ właśnie doszedł (doszła) do wniosku, że świat jest pusty i okrutny. Dlaczego? Bo nie zachowuje się tak, jak on albo ona uważają za właściwy. Tym bardziej, że inni ludzie nie robią przeważnie tego, co jemu lub jej odpowiada. Zresztą, każde dziecko w tym wieku sądzi, że i tak wszystko wie najlepiej i nikt go nie będzie pouczał. Ani bezsensownie truł. Ale nawet wtedy znajdziesz dla niego/niej czas, aby zmierzyć się tym buntem i protestem. Także wówczas, gdy Twe dziecko nie będzie tego chciało. Masz to przecież w ?zakresie obowiązków?.



A jak dziecko będzie miało lat więcej? I nie pójdą interesy? Albo w życiu się nie ułoży? Zawsze może iść do mamy na rosół z kluskami domowej roboty. Albo pierogi z kapustą. Będzie Ci wtedy opowiadać, jaki świat jest niesprawiedliwy, a czasy ciężkie. Wtedy? po pierogach (w tę rolę w Twoim domu wcielić się może choćby sernik) wszystkie sprawy wydadzą się prostsze. I świat cały jakby złagodnieje. A Ty, jak zawsze, znajdziesz jakąś dobrą radę i okażesz wsparcie, wytłumaczysz przy okazji, obłaskawiając problem, że na tym świat się wcale nie kończy. Pytasz zatem, co to ?opiekuńczość?? Szczerze? Opieka, która nigdy nie ustaje i zawsze dzięki Tobie trwa. Z czasem, co oczywiste, jest ona coraz bardziej… dyskretna i taktowna.





Miłość matki jest jak ziemia, po której stąpają dzieci. Daje im siłę i bezpieczeństwo. Dzięki tej miłości na co dzień dziecko czuje się kimś ważnym i wartościowym już od naj­wcześniejszych lat. To kapitał, który towarzyszy mu długo potem. To miłość bezwarunkowa, spokojna i stanowcza. Nie przytłacza dziecka i nie obezwładnia.

Nie zabiera mu autonomii, a tylko (i aż!) pomaga radzić sobie ze światem. Bo to miłość prawdziwa. Ona kieruje Twoje dziecko ?do? świata, a nie egoistycznie przed nim je skrywa. Jest zawsze w trudnych sytuacjach i pomaga się z nimi uporać, ale nie robi niczego za dziecko, bo Ty, matka, już wiesz, że ono musi poradzić sobie samo. Także wtedy, gdy czasem upadnie i stłucze sobie kolano. Tym sposobem uczysz je samodzielnego, pewnego kroku przez życie. Miłość matki. To ?współ-bycie? w cierpieniu. To trzymanie za rękę, kiedy coś bardzo boli.



Dla Ciebie Twoje dziecko jest jedyne i niepowtarzalne… Jeżeli jest akurat ? tak się szczęśliwie składa ? syntezą Mozarta i Einsteina, będziesz je kochać równie mocno jak wtedy, kiedy nie będzie (obiektywnie) ani specjalnie mądre, ani nawet piękne. Lub odwrotnie. Dla Ciebie będzie ono najpiękniejsze. Nawet chore. Nawet inne niż inni.



I tak będzie tym jedynym. Bo zaakceptowałaś je takim, jakim jest. Ze wszystkimi ?za? i ?przeciw?. Nie stawiasz więc przed nim wymagań i poprzeczek, tych łatwych i tych trudnych, aby zasłużyć mogło na Twoje uczucie. Dlaczego? W takiej miłości jest bowiem światło miłości samego Boga. On też kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. I także akceptuje nas w całości: z wadami i zaletami. Zresztą, z całą pewnością jest o nich świetnie poinformowany, ponieważ… tak jak Ty wie i rozumie wszystko.



Ale uwaga: akceptacja wad i zalet nie zwalnia nas bynajmniej od pracy nad naszą pociechą. Nie zachęca też do modnego ostatnio ?nic-nie-robienia? i zadufanego samozadowolenia. Przeciwnie, dzięki dobrej znajomości dziecka można w sprzyjającym klimacie rozpocząć bezpiecznie pracę nad eliminowaniem tego, co złe i uwydatnianiem tego, co w nim dobre. Krótko mówiąc: Twoja akceptacja nie oznacza braku zmian. Pamiętaj! Wychowuj ?z głową?



Na początku pozwalasz dziecku prawie na wszystko. Może nawet pluć kaszką po stole i walić rękoma w talerz z zupką, dławiąc się przy tym z radości. Potem, krok po kroku, uczysz je, jak trzymać łyżkę, do czego służy widelec i dlaczego nie należy rzucać w gości gotowaną marchewką. Także wtedy, gdy nie lubi marchewki i… gości.



Mówiąc krótko: uczysz je ?kindersztuby? ? dobrego wychowania. I dzieje się to przez całe lata, aby mogło się ?pokazać ? jak powiadasz ? między ludźmi? i przy okazji nie przyniosło rodzinie wstydu. Odkrywasz zatem przed nim ? gdy jest jeszcze pacholęciem ? tajemnice chusteczki do nosa i czystych butów. Mówisz wiele o mówieniu ?dzień dobry? pani sąsiadce z naprzeciwka. Tak na marginesie: to okropna ?raszpla?, która zawsze straszy dziecko, toteż ono boi się jej nawet, kiedy stało się dorosłe.



Obecnie dobre wychowanie nie jest już w cenie. Niestety. I bywa, że nierzadko jesteśmy świadkami zachowania nazbyt ?spontanicznego? i ?nieskrępowanego?. Co to oznacza? Ano, zazwyczaj chamowate nieliczenie się z nikim i z niczym, połączone z mozolnym wykuwaniem nonkonformizmu tak doskonałego, żeby w swojej ?oryginalności? nie odróżniać się od innych. Celuje w tym rzecz jasna młodzież nastoletnia. Można bez obaw powtórzyć więc słowa: ?Młodym ludziom ? mawiał niegdyś Ilja Erenburg ? daje się raczej wykształcenie niż wychowanie?.



Kochająca więc ślepo mamo, pamiętaj i o tym, co napisał nasz Cyprian Kamil Norwid. Otóż uważał, że na dobre wychowanie pracowano przez tysiąclecia i jest zbyt ważnym osiągnięciem, aby je zniszczyć. Pracowały na nie przede wszystkim mamy. Takie jak Ty. No, może mniej nowoczesne? Dość jednak powiedzieć, że Peter Drucker ? światowej sławy guru od zarządzania ? powtarzał: ?Gdyby menedżerowie byli lepiej wychowani, to znaczna część szkoleń nie byłaby w ogóle potrzebna?.



Mamo, czy jeszcze chcesz coś dodać? Wymagaj i… doceniaj?! Tego wsparcia każdy z nas potrzebuje w sprawach dużych i małych. I wcale nie potrzeba wielkich słów czy patetycznego zadęcia. Wystarczą życzliwe słowo, uśmiech, spojrzenie. Naprawdę.





Patronat medialny nad książką objął m. in. portal Przeznaczeni.pl: http://www.przeznaczeni.pl



“Jak być… mamą?” – Marek Warecki&Wojciech Warecki, Wydawnictwo Księży Marianów: http://www.wydawnictwo.pl, Warszawa 2008.






Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Similar Posts